„Wszystko czego uczył Budda, miało pomóc ludziom być szczęśliwym!”- twierdzi Piotr Kalahyn, nauczyciel buddyzmu, uczeń Lamy Ole Nydahla oraz XVII Karmapy Taye Dordże. Na zaproszenie Instytutu Badań nad Cywilizacjami oraz Buddyjskiego Ośrodka Medytacyjnego Diamentowej Drogi Linii Karma Kagyu w Rzeszowie, odwiedził WSIiZ.

Czy ci, którzy żyją zgodnie z naukami Buddy rzeczywiście – mimo przeciwności losu – mogą osiągnąć taki stan ducha? W życiu codziennym i co chyba szczególnie ważne dla każdego z ludzi, w miłości i relacjach ze swoim partnerem?

– Jest dobre słowo w języku polskim na określenie Buddy – mówi Piotr Kalahyn – To słowo budzik. Budda oznacza więc „przebudzonego”.

Każdy, kto chce wejść na taką drogę, musi więc najpierw przejść swoistą przemianę. Zupełnie zmienić swoje widzenie świata i postrzeganie swojego w nim miejsca.

Podstawowe przesłanie i główne zasady buddyzmu zdają się dość proste. Przez to także bardzo pociągające dla wielu ludzi. I zapewne to spowodowało, że szczególnie od kilku dobrych lat, na całym świecie na buddyzm zapanowała wręcz swoista moda.

Niestety owa "moda", to dla większości jedynie fasada. Z buddyzmem bowiem jest tak, jak z naukami każdego wielkiego myśliciela – im głębiej się w nie zagłębiamy, tym bardziej okazuje się, że nie sposób podążać drogą wyznaczoną przez Buddę, bez żadnych poświęceń i bez wysiłku…

To wybór dla ludzi naprawdę świadomych siebie i tego co chcą osiągnąć…