– Jak próbowałyśmy im powiedzieć „Poland”, ciągle słyszeli „Holland”. Jak już udawało nam się wyjaśnić, że to są różne kraje, okazywało się, że nie mają oni zielonego pojęcia, gdzie jest Polska – wspomina Karolina Bednarz. Wraz z 8-osobową grupą studentów Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie wróciła niedawno z wymiany studenckiej w Chinach.

Ciekawość u Chińczyków budził również język Polski. Karolina mówi, że kiedy słyszeli Polaków, zawsze pytali w jakim języku mówią. – Odpowiadaliśmy, że to polski i że jest podobny do rosyjskiego, bo tylko w ten sposób mogliśmy wyjaśnić Chińczykom, jak mniej-więcej wygląda struktura naszego ojczystego języka – wyjaśnia dziewczyna.

Da się mimo wszystko doszukać podobieństw między językami polskim a chińskim. – Pewnego razu moja lektorka powiedziała mi, że w chińskim jest słowo „dzieci”. Jednak oznacza coś zupełnie innego niż w polskim, określa bowiem sezony w roku, kiedy są zbierane różne zboża – podaje przykład Karolina Bednarz.

Chiny wciąż zaskakują

Dziewięciu najlepszych studentów filologii angielskiej ze specjalnością tłumaczeniową z językiem chińskim wyjechało na wymianę do chińskiego Anshan Normal University w prowincji Liaoning, w północno-wschodnich Chinach, już po raz drugi. – Przed wyjazdem rozmawiałam dużo z grupą, która była w Chinach rok temu, dlatego nie spodziewałam się nie wiadomo czego. Jednak mimo wszystko zaskoczyły mnie ceny – dzieli się wrażeniami studentka filologii WSIiZ. Wylicza, że tanie jest jedzenie oraz przejazdy taksówką. Natomiast ubrania w sklepach sieciowych są w podobnych cenach, ale więcej jest przecen. – Nie spotkałam się w Chinach z czymś bardzo-bardzo drogim. Słyszałam też, że samochody są dużo tańsze niż w Polsce – dodaje dziewczyna.

Na wymianę pojechali studenci, którzy wykazali się chęcią i wysokimi wynikami w nauce. Uczelnia opłaciła im czesne oraz pobyt w chińskim akademiku.

Aklimatyzacja tam i z powrotem

Karolina zapewnia, że nie miała trudności z adaptacją do warunków chińskich. – Na początku jedynie było trudno przekonać się do jedzenia – wspomina dziewczyna. Problem został całkowicie rozwiązany, jak dowiedziała się co i jak zamawiać. – Nie mogę jeść ostrego, a tam prawie wszystko było ostre. Po dwutygodniowym pobycie w Anshan City umiałam już poprosić, żeby do mojego posiłku nie dodawali ostrych przypraw – wyjaśnia Karolina.

Tęskniła jednak za polskimi potrawami. – Od razu po powrocie mama przywitała mnie polskimi specjałami, od których nie mogłam się po prostu oderwać – dodaje. Ponownie przyzwyczaić się do polskich warunków nie było trudno. Nie przeszkadzała nawet zmiana strefy czasowej. – To jest kwestia przespania różnicy czasu – uśmiecha się studentka filologii WSIiZ.

Niech żyje komunizm

Życie w komunizmie Karolinie się nie podobało. – Media, zdjęcia, reklamy pokazują jakby równoległą rzeczywistość, której nikt nie widział naprawdę – relacjonuje dziewczyna. Ponadto nie zauważała w tłumie ludzi, żeby ktoś się cieszył czy nawet uśmiechał. – Wszechobecny smutek – w ten sposób opisuje chińską rzeczywistość.

Chińczycy mniej niż Polacy przejmują się opinią publiczną. – Robią, co chcą. U nas np. panie w galeriach handlowych skaczą od strony do strony, pomagając klientom i układając ubrania. W Chinach nikt do ciebie nie podchodzi, bo ogląda filmy na tabletach – opowiada Karolina Bednarz.

Problemy były także z internetem, ponieważ Chińczycy nie mają dostępu ani do Facebooka, ani do Google’a czy Youtube’a. – Na początku strasznie się nudziłam. Korzystałam z Binga, ale to na tyle słaba wyszukiwarka, że nie dało się normalnie znaleźć ani obrazów, ani wiadomości – skarży się dziewczyna. Dodaje również, że ograniczenie to można było jednak obejść przy pomocy specjalnego sprzętu.

Bożonarodzeniowe jabłko

Młodsi Chińczycy, w odróżnieniu od starszych, którzy są bardzo mocno przywiązani do tradycji, obchodzą Boże Narodzenie. Mają dość dziwną tradycję: nie wymieniają się prezentami, jak to robią Europejczycy, tylko jabłkami w ozdobnych opakowaniach z kokardkami. – Przed świętami ostrzegali nas, żebyśmy się nie wystraszyli ich tradycji – wspomina Karolina.

Były również podróże

Anshan Normal University zorganizował kilka wycieczek, w których wzięli udział rzeszowscy studenci. – Zwiedziliśmy Zakazane Miasto w Shenyang, mieszkania wybitnych postaci historycznych, jak np. Marszał Zhang oraz Cao Xue Cin oraz Współczesne Muzeum Historii w Liaonian – wylicza Bahrat Savchuk, student filologii angielskiej WSIiZ. Dodaje, że najciekawszym miejscem była jednak Świątynia Nefrytowego Buddy, znajdująca się w Anshan. – Ten posąg Buddy jest największy na świecie i waży ok. 260 ton – opowiada chłopak.

Karolinie Bednarz udało się zwiedzić ponadto Pekin, Wielki Mur Chiński oraz pojechać nad morze do Dalian.

Kierunek Korea Południowa

– Pomagali nam bardzo starsi koledzy ze studiów: Anna Żurek, Kacper Marzec oraz Jagoda Żurawska. Studiują w Anshan już na drugiej wymianie – dzieli się Karolina. Sama dziewczyna chciałaby odwiedzić Chiny jeszcze raz, ale uważa, że rok to za długo. O tym, żeby zostać w Chinach na stałe, nie myśli. – Nie jestem pewna, że mogłabym się odnaleźć w chińskim społeczeństwie na tak długi czas – uważa.

Poznawaniem innej kultury jest jednak zachwycona. – Jeżeli środki mi będą pozwalały, wybiorę się na jeszcze jedną wymianę do Korei Południowej. Nie udało mi się zwiedzić tego kraju podczas mojego pobytu w Chinach, bo nie dostałam wizy, ale kiedyś, mam nadzieję, tam się pojawię – mówi studentka WSIiZ.