Absolwentów uczelni niepublicznych coraz bardziej cenią pracodawcy. Jednak przez kandydatów najczęściej traktowane są jako szkoły drugiego wyboru.

Korty do sąuasha, siłownia, rzutnik i komputer ze stałym łączem w każdej sali wykładowej, bezprzewodowy Internet i klimatyzacja w całym budynku. W holu rzeźba Magdaleny Abakanowicz, a na ścianach freski Leona Tarasiewicza. Przy głównym wejściu elektroniczna tablica, na której każdy może zobaczyć, czy dany wykładowca jest na terenie szkoły, a jeśli tak, to w której sali.

Tak wygląda kampus Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu, jednej z najlepszych szkół niepublicznych w Wielkopolsce. – Różnice między warunkami panującymi w tej szkole a tymi na Uniwersytecie Adama Mickiewicza, gdzie także wykładałem, są kolosalne – opowiada nam anonimowo jeden z wykładowców. – Na UAM zdarzało się, że na zajęcia grup zaocznych przychodziło 70 osób, miejsc w sali było 50 i trzeba było biegać po korytarzu i szukać dodatkowych krzeseł. Taka sytuacja w WSNHiD jest nie do pomyślenia. Kiedy tylko stwierdziłem, że studentom przydałaby się prenumerata tygodnika „The Economist", pojawiła się bardzo szybko. Co roku dostaję zapytania z biblioteki, które nowo wydane pozycje powinny się tam znaleźć i faktycznie są zamawiane. To jest niemożliwe na uczelniach publicznych – dodaje.

Park dla studentów

To nie wyjątek. Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie utworzyła 66 specjalistycznych laboratoriów. Do dyspozycji studentów jest 17 pracowni wysokich technologii teleinformatycznych (np. robotyki, grafiki 3D). W laboratorium finansowym zdobywają umiejętności praktyczne, dokonują operacji finansowych poprzez symulowanie pracy maklera, brokera, analityka finansowego.

– W laboratorium są 24 terminale analogiczne do tych, których używają maklerzy i analitycy na giełdzie – tłumaczy dr Andrzej Cwynar, dyrektor Instytutu Badań i Analiz WSIiZ.

Przyszli pracownicy służb mundurowych czy firm detektywistycznych poznają zaś tajniki informatyki śledczej w laboratorium kryminalistycznym. Uczą się tam m.in. odzyskiwania i analizowania danych. Mają do dyspozycji m.in. ceniony w innych krajach program do informatyki śledczej EnCase Forensic, którego używają m.in. pracownicy wywiadu czy policyjni dochodzeniowcy.

Ta niepubliczna uczelnia w tegorocznym rankingu „Perspektyw" i „Rzeczpospolitej" notowana na 6. miejscu w kraju ma trzy kampusy: w Rzeszowie, Tyczynie i Kielnarowej. Kampus w Kielnarowej to zespół obiektów dydaktycznych i rekreacyjno – sportowych zlokalizowanych na 12 – hektarowej działce. Została tam wybudowana jedna z największych na Podkarpaciu hal rekreacyjno – sportowych, a także karczma staropolska Taberna pod Sosnami oraz dwa budynki mieszkaniowe dla zagranicznych wykładowców. W Kielnarowej znajdują się też. domy studenckie, a nawet stajnia i park linowy.

– Mniejsza struktura, jaką ma uczelnia niepubliczna, może szybciej reagować na zmiany i lepiej przystosować się do zmieniających realiów rynkowych. No i jest presja na badania i pozyskiwanie grantów. Ale za to każdy wykładowca ma kartę, którą musi podbić. Trochę jak w fabryce Forda – śmieje się adiunkt z poznańskiej uczelni.

Dla lokalnego rynku pracy

– Sukces osiągają prywatne uczelnie branżowe, ich absolwenci znajdują pracę na lokalnym rynku – uważa prof. Marek Rocki, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej.
Na razie nie ma kompleksowych badań dotyczących losów absolwentów uczelni niepublicznych. Uczelnie starają się same śledzić losy swoich byłych studentów.

– Od dziesięciu lat prowadzimy badania losów absolwentów, co jest wyjątkiem wśród uczelni polskich. Z prowadzonego przez nas monitoringu wyciągamy wnioski, które przekładają się na zmiany w programach studiów. Uczelnia bada też oczekiwania pracodawców, prowadzi stalą analizę ofert pracy i profilu osób poszukujących zatrudnienia. Wynikiem bardzo szczegółowych analiz jest oferta studiów dostosowana do potrzeb rynku pracy -podkreśla Urszula Pasieczna, rzecznik prasowy Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Juliusz Madej, prezydent Uczelni Łazarskiego w Warszawie (5. we wspomnianym rankingu), dodaje: – W oparciu o badania preferencji pracodawców i w ścisłej współpracy z nimi powstały specjalności z zakresu marketingu interaktywnego, e-biznesu i innowacji, rachunkowości zarządczej, tourism and travel management czy zarządzania projektami. Zbudowaliśmy je wspólnie z pracodawcami, którzy są członkami Rady Biznesu Uczelni Łazarskiego, takimi jak IAB Polska, SAP, koncern turystyczny TUI, BOC Group, Innovatika. Zajęcia z przedmiotów specjalizacyjnych prowadzą doświadczeni praktycy biznesu. Dzięki temu student otrzymuje nie tylko solidną wiedzę teoretyczną, ale przede wszystkim zdobywa praktyczne umiejętności niezbędne w pracy zawodowej. Rezultaty są widoczne – 96 proc. naszych absolwentów znajduje pracę zaraz po studiach.

Już podczas nauki pracę zaczyna ponad 60 proc. studentów WSIiZ. Większość z nich korzysta z Biura Karier działającego przy uczelni, które ma uprawnienia pośrednictwa pracy.

– Liczba ofert pracy Biura Karier jest nawet trzykrotnie większa od liczby zarejestrowanych Osób. Każda z nich otrzymuje drogą e-mailową najświeższe oferty. Doradcy zawodowi wskazują najbardziej poszukiwane zawody, badają predyspozycje, pomagają w poruszaniu się po rynku pracy, uczą, jak napisać dobre CV i dobrze zaprezentować się na rozmowie kwalifikacyjnej – podkreśla Urszula Pasieczna.

Na wszystkich kierunkach tej uczelni studenci odbywają praktyki zawodowe w polskich i międzynarodowych firmach. Na przykład od października ubiegłego roku jako pierwsza w Polsce szkoła ta utworzyła anglojęzyczną ścieżkę kształcenia – aviation management (czyli zarządzanie naziemną infrastrukturą lotniczą). – Studenci, którzy wybrali takie studia, będą odbywać praktyki na międzynarodowych lotniskach – podkreśla rzecznik Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania.

Rektor Akademii Leona Koźmińskiego prof. Witold Bielecki tłumaczy, w jaki jeszcze sposób budowany jest sukces szkoły wyższej. – O pozycji uczelni decyduje jakość absolwenta. Jednak nie tylko w odniesieniu do jego sukcesu zawodowego jako pracownika korporacji. Chodzi raczej o zespół cech, nawyków, wiedzy i kompetencji, jakie absolwent wynosi z uczelni. Nasi absolwenci odnoszą sukcesy zawodowe nie tylko jako pracownicy, ale również jako przedsiębiorcy. Zakładają własne firmy albo rozwijają rodzinne biznesy, bo w Akademii Leona Koźmińskiego etos przedsiębiorcy jest obecny.

Mimo to w czasie rekrutacji uczelnie niepubliczne wciąż traktowane są przez kandydatów jako szkoły drugiego wyboru. Większość z nich w pierwszej kolejności wybiera szkołę publiczną.

– Pogłębiający się niż demograficzny spowodował, że uczelnie oferują większą liczbę miejsc niż jest chętnych. W tej sytuacji maturzyści wybierają państwowe szkoły wyższe, które gwarantują bezpłatne studia – uważa prof. Tadeusz Pomianek, rektor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.

Ostra rywalizacja

Jego zdaniem obecny system finansowania kształcenia jest szkodliwy dla dobrych uczelni. – Dotacja ministerialna, jaką otrzymują jedynie uczelnie publiczne, jest proporcjonalna do liczby studentów, co zaostrzyło walkę o studenta kosztem jakości. Państwowe szkoły wyższe zwiększają liczbę studentów, zamiast wzmacniać aktywność w zakresie badań naukowych i współpracy z gospodarką. Z kolei brak jakiejkolwiek dotacji uczelni niepublicznych powoduje, że lepiej mają się Ci, którzy oferują łatwy dyplom, zaniżając jakość kształcenia.

– W uczelniach publicznych studiuje się za darmo i można w nich znaleźć wiele kierunków, które rzeczywiście dają ba
rdzo dobre wykształcenie. Jest też sporo takich, które tego nie gwarantują – dodaje rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Zdaniem prof. Witolda Bielec-kiego kandydaci na studia zachowują się racjonalnie, wybierając to, co mniej ich kosztuje.

– Wysokie bezrobocie wśród absolwentów wyższych uczelni w Polsce może jednak zmienić takie podejście, bo już nie wystarcza mieć jakikolwiek dyplom. W ramach tegorocznej rekrutacji na ALK najszybciej wyczerpały się miejsca na prawo plus łączące studia prawnicze z zarządzaniem lub finansami i rachunkowością. Kandydaci na prawo plus muszą mieć dobrze zdaną maturę, a więc mają do dyspozycji również studia na uczelniach publicznych, całkowicie bezpłatne. Mimo to wybrali naszą uczelnię, w dodatku studia łączące dwa kierunki i stosunkowo drogie. Najwyraźniej wiedzą, że to dobra inwestycja – dodaje prof. Bielecki.

Wykładowca najlepszej uczelni w kraju, Uniwersytetu Warszawskiego, i cieszącej się bardzo dobrą opinią Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych w Warszawie, kontruje jednak: – Na UW studenci są po prostu bardziej kreatywni. Za to kadra ciągle myśli, że pracuje w socjalistycznym konglomeracie: czy się stoi, czy się leży, pensja się należy. U „Japończyków" jest inaczej: albo się rozwijasz, albo kończymy współpracę. I to szybko – opisuje nasz rozmówca.

Profesor Marek Rocki, przewodniczący Państwowej Komisji Akredytacyjnej, uważa, że konkurencja między uczelniami się zaostrzy, bo liczba studentów będzie spadała. -Jednak wchodząca w życie od października nowa ustawa o szkolnictwie wyższym pozwoli na tworzenie zupełnie nowych kierunków, które mogą odpowiadać na rzeczywiste potrzeby pracodawców – dodaje szef PKA.

– Pracodawcy nie potrzebują ludzi z dyplomami, ale z konkretnymi kompetencjami. Za kilka czy kilkanaście lat spowoduje to radykalną zmianę. Szkoły, które wydają tylko dyplomy, a nie uczą określonych umiejętności, upadną – uważa prof. Stefan Kwiatkowski z Instytutu Badań Edukacyjnych. – Czeka nas też zmiana świadomości studentów. Ściąganie na egzaminach, plagiat prac magisterskich przestanie sic opłacać. To będzie koniec dyplomu na krótkich nogach.

Przeczytaj artykuł na stronie „Uważam rze” , lub w wersji pdf

tekst: Marek Kozubal, Maciej Miłosz, tygodnik "Uważam rze"