To, że Ołtarz Mariacki wrócił do Krakowa jest w pewnym sensie trafem losu. O tułaczce dzieła Wita Stwosza 22 czerwca w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie opowiedzieli: prof. Stanisław Waltoś, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego i Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, oraz mgr Agata Wolska, historyk sztuki.

Profesor Stanisław Waltoś podczas wykładu w Muzeum Okręgowym w Rzeszowie

– Głównych bohaterów w tej historii jest dwóch – twórca i jego dzieło – tymi słowy rozpoczął wykład prof. Waltoś.

Kim był Wit Stwosz? Na pewno nie był Polakiem, bo mieszkał w Krakowie tylko przez 20 lat, po czym wyjechał do Norymbergi. Nawet tak naprawdę Witem Stwoszem nie był, bo jego prawdziwe imię to Veit Stoß. Był zaproszonym przez radę miejską artystą, który miał stworzyć największy ołtarz gotycki na świecie. Nie ma nawet dowodów na to, że w ciągu tych 20 lat nauczył się polskiego. Po prostu nie miał gdzie go używać.

Arcydzieło Wita Stwosza to ołtarz z dwoma parami skrzydeł – nieruchomymi i ruchomymi. Ruchome otwierano tylko w największe święta, żeby można było podziwiać główną scenę ikonografii. – Jest to teologiczny traktat o roli Matki Boskiej w stworzeniu świata. Do tej pory nie wiemy, kto był twórca ikonografii – zaznaczyła mgr Agata Wolska. Ołtarz stwarza mistyczną atmosferę, która w cudowny sposób ma prowadzić wiernych w świat przeżyć niebiańskich.

To, że ołtarz Mariacki ocalał podczas drugiej wojny światowej w dużej mierze zawdzięczamy Karolowi Estreicherowi, który w sierpniu 1939 r. zorganizował ewakuację dzieła Wita Stwosza do katedry w Sandomierzu. Prof. Waltoś podkreślił jednak, że nie była to najlepsza decyzja. – Zarówno Kościół Mariacki, jak i Kraków wyszły z wojny nietknięte. Oczywiście, że nie można było tego przewidzieć. Natomiast nie mam najmniejszej wątpliwości, że niemądrą decyzją było nawet nie tyle wywożenie ołtarza do Sandomierza, ale pozostawienie skrzyń w miejscu skrajnie niebezpiecznym. Przypomnę, że katedra w Sandomierzu wielokrotnie była niszczona – wyjaśnił.

Niebezpieczne dla ołtarza stały się jednak nie pociski, tylko Niemcy, którzy odkryli schowek po kilku miesiącach. Dzieło Stwosza przetransportowano do Banku Rzeszy w Berlinie. Wszystkie skrzynie nie mogły się tam zmieścić, dlatego niektóre figury pozostawiono na korytarzu. W związku z tym władze Banku Rzeszy postanowiły wysłać ołtarz do Norymbergi, gdzie jedną z piwnic przebudowano na klimatyzowany schron.

– Ciekawe jest to, że Niemcy uznawali Kościół Mariacki za zabytek niemiecki. Nie przeszkadzało to im jednak go rabować – zaznaczył prof. Waltoś. W Niemczech wtedy obowiązywał surowy zakaz wspominania w prasie o tym, że ołtarz znajduje się w Norymberdze.

Karol Estreicher przyłożył się nie tylko do ewakuacji ołtarza Mariackiego, ale też do jego powrotu do Krakowa. Po tym, jak zostawił skrzynie w Sandomierzu, nieustannie śledził losy dzieła Wita Stwosza. To umożliwiło mu dotarcie do skrzyń prawie od razu po zajęciu Norymbergi przez armię amerykańską.
Na swoje miejsce ołtarz powrócił dopiero po październikowej odwilży w 1956 r. Arcybiskup Eugeniusz Baziak poświęcił go na nowo w murach kościoła 15 sierpnia 1957 roku.

Wykład otwarty pt. „Rabunek ołtarza Mariackiego Wita Stwosza i jego trudny powrót (1939-1957) zorganizowany był przez Wyższą Szkołę Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie we współpracy z Muzeum Okręgowym w Rzeszowie.

Jesienią ukażą się dwie książki na temat rabunku ołtarza Mariackiego Wita Stwosza. Autorem pierwszej o losach dzieła Wita Stwosza w okresie od 1939 r. do 1944 r. jest prof. Stanisław Waltoś. O dalszym ciągu wydarzeń od 1945 r. do 1957 r. napisała w drugiej książce mgr Agata Wolska.

Yaryna Onishechko

ZOBACZ ZDJĘCIA Z WYDARZENIA