Winda jest… I tych parę pięter – jakby nie było – również na WSIiZ by się znalazło… Drodzy naukowcy – a jakbyście tak na jakiś czas zapomnieli o tej windzie?!

Nie, nie… oczywiście – ani winda się nie zepsuła, ani też nie chodzi o jakieś nowe zarządzenie władz uczelni, ale… według naukowca z University Hospital w Genewie, codzienne pokonywanie schodów, zamiast wożenie się windą, ma zbawienny wpływ na nasze samopoczucie i kondycję.

Philippe Meyer, bo o nim mowa, zbadał 69 pracowników swojej uczelni, którzy bodaj najbardziej byli znani ze swej „nieruchawości”- np. ruszali się mniej niż dwie godziny tygodniowo i pokonywali mniej niż 10 półpięter w ciągu dnia.

Badanym zalecono, aby na 12 tygodni dali sobie spokój z windą i nakazano im pokonywać dziennie średnio 23 piętra! Co dla niektórych był to więc – biorąc pod uwagę ich dotychczasowe dokonania – wyczyn godny mistrza olimpijskiego (zresztą chyba w dowolnej dyscyplinie)…

I cóż się okazało? U badanych dość szybko zaobserwowano: wyraźne zmniejszenie obwodu w talii, ubytek tkanki tłuszczowej w ogóle i – co chyba ważniejsze – obniżenie się ciśnienia krwi oraz poziomu cholesterolu. Jak policzył Meyer, codzienne bieganie po schodach wpływa na… 15 proc. spadek ryzyka przedwczesnej śmierci.

Dla naukowców – prowadzących z reguły siedzący tryb życia – to chyba najłatwiejszy sposób na podreperowanie swojej tężyzny fizycznej.

Cóż, jeśli ktoś chce, może też załadować do aktówki kilka kilogramów „mądrych tomów”! Efekt zapewne będzie jeszcze lepszy!