7 grudnia 2011 roku, grupa 15 studentów z Koła Naukowego „LEX” wraz z opiekunami miała okazję zwiedzić Zakład Karny typu półotwartego w Dębicy. Zastępca Dyrektora ZK powiedział, że jesteśmy pierwszą zorganizowaną grupą studentów odwiedzających placówkę w Dębicy. Zakład odwiedzali do tej pory gimnazjaliści i licealiści w ramach „lekcji wychowawczych”. Zabraliśmy ze sobą 6 prac fotograficznych wykonanych przez studentów z Koła Naukowego Fotografii „Diafragma” naszej uczelni zatytułowanych, tak jak nasza cała akcja „Uwolnij przestrzeń!” i zostawiliśmy je jako ślad naszej tam obecności.

Czy rzeczywiście uwolniliśmy tę zamkniętą szarym, betonowym murem przestrzeń? Na pewno część z nas uwolniła się od stereotypów dotyczących więzień, służby więziennej. Ale spróbujmy jednak rzecz ująć chronologicznie…
Wyjazd z Rzeszowa uczelnianym autobusem ok. godziny 8.30. W Zakładzie Karnym w Dębicy jesteśmy przed godziną 10.00. Mury więzienia to betonowe płyty zwieńczone drutami kolczastymi. Czekamy na Pana Roberta – funkcjonariusza służby więziennej, jednocześnie studenta naszej Uczelni, za sprawą którego teren zakładu karnego staje się dla nas dostępny. Słyszymy łoskot, duża brama więzienna nagle otwiera się. Wychodzi grupa na oko, około 20 mężczyzn w różnym wieku. Nie różnią się od ludzi spotykanych na ulicy, nie wyglądają na przygnębionych. Pierwsze zaskoczenie i uwolnienie się od stereotypowego myślenia – okazuje się bowiem, że wychodzący przez bramę mężczyźni to skazani, którzy jadą na zajęcia sportowe. Przychodzi po nas Pan Robert. Strażnik otwiera nam od środka drzwi pozbawionych klamek. Wchodzimy. W depozycie trzeba zostawić telefony komórkowe. Studentki decydują się zostawić w depozycie całe torebki. Zostajemy „pobieżnie” sprawdzeni. Oddajemy strażnikowi dowody osobiste. Kolejne klucze, kolejne drzwi, kolejne wejście w głąb zamkniętej przestrzeni. Muzyka naszego wyjazdu to odgłos otwierania i zamykania bram i bramek, furtek, drzwi, to zgrzyt kluczy w zamkach. Być może klucze to jedno z podstawowych narzędzi pracy tutaj. Najczęściej wykonywane czynności to otwieranie i zamykanie. W tej zamkniętej przestrzeni zatrzymujemy się w różnych miejscach. Pierwszy postój to sala konferencyjna w budynku administracyjnym. Pierwsze odczucia szarości, surowości więzienia zostają złagodzone widokiem miękkich krzeseł, kawy, herbaty i ciasteczek na stołach. Na ekranie zmieniają się slajdy prezentacji, witają się z nami przemili ludzie – funkcjonariusze tutejszej służby więziennej. Kobieta i dwóch mężczyzn. Przewagę tutaj stanowią mężczyźni, bo to zakład karny męski, większość funkcjonariuszy służby więziennej to też męskie grono. Rozsiadamy się i słuchamy: o historii zakładu, o przepisach Kodeksu Karnego Wykonawczego i ustawy o służbie więziennej, o oddziałach, pawilonach, jednostkach, rodzajach, typach zakładów karnych. Ten jest półotwarty. Kiedyś był zamknięty. Zadajemy pytania. Potem ubieramy się i wyruszamy na teren zakładu. Kolejne miejsce w zamkniętej przestrzeni to pawilony mieszkalne dla osadzonych. Jest ich trzy w każdym trochę mniej niż 200 więźniów. Przechodzimy nieopodal kuchni, pachnie obiadem. Idziemy po chodnikach wyłożonych kostką brukową – to dzieło więźniów, którzy przeszli szkolnie na brukarza. W ogóle schludnie dookoła. Doświadczamy półotwartości tego zakładu, polegającej m. in. na tym, że osadzeni mają otwarte cele, spotykamy ich na korytarzu, przechodzimy tak blisko, mówią do nas, nie wiem, czy ktoś z nas mówi do nich. Jesteśmy trochę spięci, zaskoczeni tą pierwszą bliskością pomiędzy nami. Zderzenie dwóch światów. My jesteśmy atrakcją dla nich i vice versa. W każdym pawilonie świetlica, telewizor, stół ping-pongowy, w jednym pawilonie siłownia, na ścianach świetlicy tablice a na nich wycinki z gazet – tematyka motoryzacyjna, boks, ogrody. Zamykanie, otwieranie, czekanie. Zgrzyt kluczy w kolejnych zamkach. Inne miejsce – „przychodnia”. Poznajemy lekarza i pielęgniarkę. Oni także mają swoją powieść i swój punkt widzenia. Przez zakratowane okna wpadają promienie słońca. Potem budynek kulturalno-oświatowy a tam m.in. mała sala komputerowa. Internetu nie ma. Tu prowadzone są szkolenia, m. in. z aktywizacji zawodowej. W gablotach wystawione są dzieła osadzonych – m. in. domki misternie wykonane z zapałek, szczególnie urzeka mnie żaglowiec. Może ktoś wykonując go marzył o podróży i o wolności. Kolejny przystanek „warsztat”. Osadzeni tzw. „złote rączki” naprawiają coś. Pani kierownik pokazuje z dumą budę dla psa i domki dla kotów, które są wykonywane przez osadzonych. Jakieś psy i jakieś koty na wolności już z takich dzieł korzystają. Mam wrażenie, że ta kobieta, Pani kierownik, lubi ludzi i wierzy w dobro, które jest w każdym z nich. Ona wie, że mają w sobie potencjał. Ona wie, że są ludźmi. Teraz trochę metafizyki – opowieść o religii i duszpasterzu. Siedzimy w dość małym pomieszczeniu kaplicy więziennej. W każdą niedzielę odbywają się tu dwie msze. Skazani innych wyznań niż rzymsko-katolickie także mają możliwość opieki duszpasterskiej. Kolejne miejsce – kotłownia. Nie wchodzimy. Koło kotłowni widzimy ustawione śmietniki do segregowania śmieci – nie takie kolorowe jak na wolności, ale szare, takie zwykłe, jedynie podpisane: makulatura, plastik, metal.

Jest tu pies „Biszkopt”, ale pojechał w teren i nie mamy okazji go zobaczyć. Jest tu też „zakład fryzjerski.” Fryzjerem jest jeden z więźniów.

Wracamy do sali konferencyjnej. Kolejne pytania, dzielenie się wrażeniami, opowieści – o rożnych sprawach: o więziennych miłościach, ślubach, o recydywistach, pokręconych ludzkich losach.

Czas się rozstać. Pani kierownik przekazuje nam domek wykonany z zapałek – dzieło osadzonego.
Robimy pamiątkowe zdjęcia. Droga powrotna – pełna refleksji. Słyszę jak studenci umawiają się na pizzę i każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę jak nam dobrze, jak warto cieszyć się tym, że żyjemy na wolności. Mnie nie daje spokoju myśl, że tak cienka jest granica między wolnymi a uwięzionymi, że tak łatwo, na skutek splotu rożnych okoliczności tę granicę przekroczyć. Wszyscy żyjemy w jednej wieloaspektowej przestrzeni, raz jesteśmy w przestrzeni otwartej raz w zamkniętej. Przechodząc przez życie zamykamy, otwieramy, szukamy kluczy. Wciąż pozostajemy ludźmi, i mimo zamknięcia, w sobie szukamy wolności otwierając kolejne furtki, drzwi i bramy.

Życie. Wolność. Uwięzienie. Kara. Człowiek. Godność. Sprawiedliwość. To słowa, które trzeba na nowo usłyszeć, na nowo zdefiniować. Długo chyba będziemy trawić to, czego doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy. Nie wszystko da się opowiedzieć. Mam nadzieję, że inni uczestnicy także niebawem podzielą się swoimi wrażeniami z tego wyjazdu.

tekst: Marta Berdel – Dudzińska