Śniadaniowa kuracja hormonalna

Chociaż o bisfenolu-A (BPA) napisano już sporo, to przeciętny konsument nadal nie zdaje sobie sprawy, jak groźny może być ten związek i w jak wielu produktach występuje. Całą sprawę pogarsza fakt, że ogólna nawet świadomość przeciętnego konsumenta dotycząca BPA jest niewielka.

KURACJA HORMONALNA

Czym jest więc to enigmatyczne BPA? W skrócie to substancja chemiczna od niemal pół wieku używana do utwardzania tworzyw sztucznych, a także konserwacji kosmetyków. Gdzie go znajdziemy? Wszędzie: w plastikowych butelkach, naczyniach, pojemnikach na jedzenie, opakowaniach, puszkach, laminatach, detergentach, farbach, wykładzinach i niezliczonej rzeszy produktów zapakowanych lub wytworzonych z plastiku. W jakich dokładnie? Tego niestety nie wiadomo, bo poza małymi wyjątkami, o których za chwilę, producenci nie muszą ujawniać, że ich wyrób miał kontakt z BPA.

Co ciekawe, w wielu popularnonaukowych publikacjach na temat bisfenolu- A możemy przeczytać, że wyniki badań dotyczących szkodliwości tej substancji nie są jednoznaczne, a Amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) deklaruje, że BPA nie wpływa na zdrowie ludzi. Niestety jest to wprowadzanie konsumentów w błąd, FDA odnosi się tylko do tego, że w ilościach wykrywanych w żywności nie stwierdzono niekorzystnego wpływu na zwierzęta laboratoryjne, takie jak myszy czy szczury. Wspomniane gryzonie żyją w laboratoriach badawczych od roku do dwóch lat, nikt nie ma chyba wątpliwości, że życie ludzkie trwa dłużej, zatem efekty działania bisfenolu-A mogą być niezauważalne. Bisfenol-A „naśladuje” jeden z najważniejszych hormonów w organizmie: estradiol. Hormon ten pełni bardzo wiele ważnych funkcji w organizmie nie tylko kobiet, lecz również mężczyzn. Bardzo upraszczając sprawę, to trochę tak, jakby urządzić sobie kurację hormonalną: w pierwszym momencie nie widać efektów jej działania, trzeba na nie trochę poczekać.

Niestety efekty tej „kuracji hormonalnej” mogą być tragiczne. Badania wpływu bisfenolu-A prowadzone były na wielu znanych modelach doświadczalnych: roślinach (związek utrudniał kiełkowanie nasion), rybach Danio rerio (Danio pręgowany – obserwowano deformację embrionów i upośledzenie dojrzewania układu nerwowego), na myszach i szczurach, ludzkich komórkach w warunkach in vitro oraz populacjach ludzkich. Badania te potwierdziły, że bisfenol-A odpowiedzialny jest za rozwój raka piersi i prostaty, zaburza prawidłowy rozwój i dojrzewanie płciowe oraz obniża płodność. Ponadto w przypadku zwierząt laboratoryjnych, którym podawano bisfenol-A, rozwijała się otyłość oraz klasyczne objawy cukrzycy, u samic dodatkowo wzrastała agresja.
Badania prowadzone na organizmach nam najbliższych, czyli Kotawcu zielonosiwym (gatunek małpy wąskonosej), wykazały, że bisfenol-A utrudniał proces uczenia. Obecnie uważa się, że ksenobiotyki obecne w żywności i naszym środowiskuw szczególności bisfenol-A, są współodpowiedzialne za przyspieszone dojrzewanie u dziewczynek oraz wzrost agresji, czy wzrost częstości występowania zespołu policystycznych jajników u kobiet. Ponadto, bisfenol-A oraz inne ksenobiotyki uważane są jako jedna z wielu przyczyn obserwowanej epidemii nadwagi i otyłości, nie tylko w krajach UE czy USA ale również w pozostałych krajach świata.

POWAŻNY PROBLEM

Problem jest poważny, bo BPA jest wykrywane w 95 % próbek ludzkiego moczu, a także w tkankach, krwi, mleku kobiecym i łożysku. Wszystkie te alarmujące dowody naukowe spowodowały, że zarówno przepisy amerykańskie, jak i Unii Europejskiej zakazują stosowania bisfenolu A w produkcji zabawek i butelek dla dzieci. Rodzice na etykietach tych produktów często widzą informację „BPA-free”. Niestety niewiele wyrobów nieprzeznaczonych dla dorosłych ujawnia tego typu dane, ponieważ nie ma takiego obowiązku. Niepokój wzbudza palący problem związany z zanieczyszczeniami samej żywności. W literaturze naukowej można znaleźć wiele artykułów na temat zawartości bisfenolu-A, ftalanów, triklosanu, pochodnych leków w ryżu oraz innych roślinach uprawnych. Dzieje się tak dlatego, gdyż rośliny do swojego wzrostu i podtrzymania procesów życiowych przez cały czas pobierają znaczące ilości wody, w której rozpuszczone są różne substancje odżywcze, lecz również ksenobiotyki, w tym między innymi bisfenol-A. Głównym przedstawicielem zagrożenia jest tu np. ryż w torebkach, gdyż jego fizjologia dodatkowo wymaga ciągłego zanurzenia. Tak więc finalnie bisfenol-A pobierany wraz z wodą przez rośliny odkładany jest w ich tkankach czy nasionach które spożywamy. I rzeczywiście, prace naukowe pokazują, że ryż należy do produktów spożywczych zawierających największe ilości BPA.

GORSZY NIŻ BISFENOL-A

Na temat BPA się nie dyskutuje, niestety jest to realne zagrożenie dla ludzkiego zdrowia, a świadomy konsument powinien zdawać sobie z niego sprawę – zwłaszcza, jeśli jest rodzicem albo planuje powiększenie rodziny. Unia Europejska oraz USA wprowadziły zakazy stosowania bisfenolu-A w produktach żywnościowych. Niestety kraje azjatyckie mają inne standardy w tym zakresie, czego skutkiem bisfenol- A może zanieczyszczać wodę trafiającą na pola uprawne, a potem na nasze talerze.
Czy możemy coś zrobić? Możemy wpływać na działania instytucji zajmujących się kontrolą jakości żywności, aby zajęły się tym problem i wprowadziły odpowiednie procedury kontrolne produktów trafiających na rynek polski. Konieczny jest ciągły nadzór środowiska naukowego, gdyż FIRMY CHEMICZNE, WYCOFUJĄC Z RYNKU BISFENOL-A, ZASTĄPIŁY GO BISFENOLEM-S, który według najnowszych badań może mieć jeszcze bardziej niekorzystne działanie na organizmy żywe niż jego poprzednik.

Autor: dr Konrad Szychowski